Pohl Frederic - Gateway Spotkanie Z Heechami - Prolog Pogaw�dka z w�asnym podprogramem


    - �aden ze mnie Hamlet. Jestem wszak cz�onkiem orszaku, a przynajmniej tak by by�o, gdybym by� istot� ludzk�. A nie jestem. Jestem programem komputerowym. Jest to stan godzien szacunku i wcale si� go nie wstydz�, zw�aszcza dlatego, �e (jak widzicie) jestem bardzo zaawansowanym programem, dobrym nie tylko dla dodania powagi uroczysto�ci albo rozpocz�cia jednej czy dw�ch scen. Potrafi� te� cytowa� zapomnianych dwudziestowiecznych poet�w.
    A teraz odegram t� scen�, o kt�rej wspomnia�em. Mam na imi� Albert i jestem dobry w opowiadaniu. Zaczn� od przedstawienia si�.
    Jestem przyjacielem Robinette'a Broadheada. Nie jest to do ko�ca prawda; nie jestem pewien, czy mog� uwa�a� si� za przyjaciela Robina, cho� bardzo si� stara�em, �eby by� mu przyjacielem. W tym celu mnie (w�a�nie "mnie") stworzono. Zasadniczo jestem prostym komputerem do wyszukiwania informacji, kt�ry zosta� tak zaprogramowany, �e przejawia wiele cech �wi�tej pami�ci Alberta Einsteina. Dlatego te� Robin nazywa mnie Albertem. Istnieje wszak�e jeszcze jedna nie�cis�o��. To, czy istotnie Robinette Broadhead jest przedmiotem mojej przyja�ni, r�wnie� sta�o si� ostatnio kwesti� sporn�, gdy� zasadza si� na pytaniu, kim (lub czym) Robinette Broadhead jest teraz - jest to jednak z�o�ony i skomplikowany problem, kt�ry b�dziemy musieli rozwi�zywa� krok po kroku.
    Wiem, �e to wszystko jest troch� myl�ce i nie mog� si� oprze� wra�eniu, �e nie wykonuj� swej pracy tak, jak powinienem, poniewa� (przynajmniej tak to pojmuj�) polega ona na odegraniu sceny, w kt�rej ma przem�wi� sam Robin. Mo�liwe, �e wcale nie musz� tego robi�, bo mo�e ju� wiecie, co wam powiem. Mo�ecie jednak od razu przej�� do przemowy samego Robina - tak pewnie niew�tpliwie zrobi�by on sam.
    Spr�bujmy to zrobi� w formie pyta� i odpowiedzi. Utworz� podprogram w obr�bie mojego w�asnego kodu i przeprowadzi on wywiad ze mn�.
    
    P: - Kto to jest Robinette Broadhead?
    O: - Robin Broadhead jest istot� ludzk�, kt�ra uda�a si� na asteroid Gateway i tam, stawiaj�c czo�o wielu powa�nym zagro�eniom i nieszcz�ciom, dorobi�a si� zal��k�w olbrzymiej fortuny i jeszcze wi�kszego poczucia winy.
    P: - Nie podrzucaj mi tych wszystkich smaczk�w, Albercie, ogranicz si� do fakt�w. Co to jest asteroid Gateway?
    O: - Jest to artefakt pozostawiony przez ras� Heech�w. Jakie� p� miliona lat temu porzucili oni co� w rodzaju orbitalnego parkingu pe�nego sprawnych statk�w kosmicznych. Mo�na nimi polecie� w r�ne miejsca Galaktyki, ale nie da si� kontrolowa� tego, gdzie si� leci. (Wi�cej szczeg��w mo�na znale�� na pasku bocznym; stworzy�em go by wam pokaza�, �e naprawd� jestem bardzo zaawansowanym programem do wyszukiwania danych.)
    P: - Albercie, opanuj si�! Prosimy o same fakty. Kim s� ci Heechowie?
    
    Jest to jeden z naj�atwiejszych do wyszukania rodzaj�w informacji:
    "... Konflikt o Dominikan�, cho� powa�ny, zako�czy� si� ju� po sze�ciu tygodniach, gdy� zar�wno Haiti, jak Republika Dominikany d��y�y do zawarcia pokoju i odbudowania swej podupad�ej gospodarki. Nast�pny kryzys, z kt�rym przysz�o si� zmierzy� Sekretarzowi Generalnemu by� zarazem wielk� nadziej� dla ca�ej ludzko�ci, wszak�e obci��on� ogromnym ryzykiem dla �wiatowego pokoju. Oczywi�cie mam tu na my�li odkrycie tak zwanego Asteroidu Heech�w. Cho� od dawna ju� wiedziano, �e technologicznie zaawansowana obca cywilizacja odwiedzi�a Uk�ad S�oneczny pozostawiaj�c w nim cenne artefakty, szansa na znalezienie tego cia�a niebieskiego ze stercz�cymi z niego wypustkami statk�w by�a bardzo niewielka. Jego warto�ci nie da si� oszacowa�, i rzecz jasna wszystkie pa�stwa cz�onkowskie ONZ, kt�re rozwin�y przemys� kosmiczny, wysun�y do niego jakie� roszczenia. Nie b�d� si� tu rozwodzi� nad ostro�nymi i poufnymi negocjacjami, kt�re da�y pocz�tek za�o�onej przez pi�� mocarstw Korporacji Gateway, z jej za�o�eniem jednak otwar�a si� dla ludzko�ci nowa era."
    
    "Pami�tniki"
    Marie-Clementine Banhabbouche
    Sekretarz Generalny
    Organizacji Narod�w Zjednoczonych

    
    O: - Wiesz co, ustalmy jedn� rzecz. Je�li "ty" zamierzasz zadawa� "mi" pytania - nawet je�li jeste� tylko podprogramem tego samego kodu, kt�ry tworzy "mnie" - musisz pozwoli� mi odpowiada� na nie najlepiej jak potrafi�. Fakty nie wystarcz�. Fakty s� czym�, co podaj� bardzo prymitywne systemy do wyszukiwania danych. Jestem zbyt dobry, bym mia� si� na co� takiego marnowa�; musz� poda� ci rys historyczny i okoliczno�ci. Na przyk�ad, je�li mam ci najlepiej opowiedzie�, kim byli Heechowie, musz� opowiedzie� o tym, jak po raz pierwszy pojawili si� na Ziemi. A by�o to tak:
    Dzia�o si� to jakie� p� miliona lat temu, w epoce schy�kowego plejstocenu. Pierwszym �ywym ziemskim stworzeniem, kt�re sta�o si� �wiadome ich istnienia, by�a samica tygrysa szablastoz�bnego. Urodzi�a par� koci�t, wyliza�a je, zawarcza�a, odganiaj�c ciekawskiego samca, zasn�a, obudzi�a si� i ujrza�a, �e jedno znik�o. Drapie�niki nie...
    P: - Albercie, prosz�! To jest opowie�� Robinette'a, nie twoja, zako�cz j� wi�c tam, gdzie on maj� podj��.
    O: - Powiedzia�em ci ju� jeden raz, powiem po raz drugi. Je�li b�dziesz mi przerywa�, podprogramie, po prostu ci� wy��cz�! Robimy to po mojemu, a ja chc� tak:
    Drapie�niki nie potrafi� zbyt dobrze liczy�, ale by�a wystarczaj�co inteligentna, �eby dostrzec r�nic� mi�dzy jednym a dwoma. Niestety - dla koci�cia - drapie�niki �atwo si� denerwuj�. Utrata jednego m�odego tak j� rozz�o�ci�a, �e w ataku sza�u zabi�a drugie z nich. Pouczaj�ce b�dzie zauwa�enie, �e by� to jedyny zgon wi�kszego ssaka spowodowany pierwsz� wizyt� Heech�w na Ziemi.
    Dekad� p�niej Heechowie wr�cili. Oddali niekt�re pr�bki zabrane wcze�niej, w tym samca tygrysa, podstarza�ego ju� i ot�uszczonego, i pobrali now� parti�. Tym razem nie by�y to istoty czworono�ne. Heechowie nauczyli si� ju� co nieco o drapie�nikach i tym razem wybrali gatunek pow��cz�cych nogami, pozbawionych podbr�dk�w, wysokich na cztery stopy stworze� o wypuk�ych brwiach, w�ochatych twarzach. Potomk�w waszej bardzo odleg�ej linii r�wnoleg�ej, wy nazwaliby�cie ich Australopithecus afarnensis. Tych ju� Heechowie nie zwr�cili. Z ich punktu widzenia, te istoty by�y ziemskim gatunkiem, kt�ry mia� najwi�ksze szans� na wykszta�cenie inteligencji. Heechowie znale�li zastosowanie dla zabranych osobnik�w, wi�c zacz�li poddawa� go programowi maj�cemu na celu wymuszenie przebiegu ewolucji w ��danym przez nich kierunku.
    Rzecz jasna, Heechowie w swoich eskapadach nie ograniczali si� do planety Ziemia; jednak �adne inne cia�o niebieskie w Uk�adzie S�onecznym nie posiada�o jakichkolwiek skarb�w, kt�re by ich zainteresowa�y. Przygl�dali si�, zbadali Marsa i Merkurego, przebili si� przez chmurn� otoczk� gazowych olbrzym�w za pasem asteroid, obserwowali Plutona, cho� nigdy nie zadali sobie trudu udania si� tam, wyryli tunele w dziwacznym asteroidzie, tworz�c hangar dla swoich statk�w kosmicznych, i wydr��yli planet� Wenus, przebijaj�c j� mn�stwem doskonale odizolowanych tuneli. Nie skupili si� na Wenus dlatego, �e woleli jej klimat od panuj�cego na Ziemi. W rzeczywisto�ci nie znosili go r�wnie mocno, co ludzie; dlatego te� ich wszystkie konstrukcje znalaz�y si� pod powierzchni� planety. Osiedlili si� tam, gdy� na Wenus nie by�o �adnych istot, kt�re mog�yby ucierpie� w wyniku ich obecno�ci, a Heechowie nigdy, przenigdy nie zrobiliby krzywdy �adnej ewoluuj�cej �ywej istocie - no chyba, �e nie by�o innego wyj�cia.
    Heechowie bynajmniej nie ograniczali si� do naszego Uk�adu S�onecznego. Ich statki przemierza�y wzd�u� i szerz Galaktyk�, a nawet lecia�y jeszcze dalej. Skatalogowali oko�o dw�ch miliard�w obiekt�w, wi�kszych od planety, kt�re znajdowa�y si� w Galaktyce, jak r�wnie� wiele mniejszych. Nie wszystkie obiekty zosta�y odwiedzone przez statek Heech�w. W ka�dym jednak z przypadk�w Heechowie wykonali przynajmniej "lot trzmiela" w pobli�u i badanie za pomoc� precyzyjnych instrument�w, a niekt�re z tych cia� niebieskich dopiero teraz sta�y si� turystycznymi atrakcjami.
    Kilka z nich - zaledwie garstka - posiada�o ten szczeg�lny skarb, kt�rego szukali Heechowie, skarb zwany �yciem.
    �ycie by�o w Galaktyce rzadko�ci�. �ycie inteligentne, bez wzgl�du na to, jak obszern� jego definicj� Heechowie stosowali, by�o jeszcze rzadsze... ale istnia�o. Na Ziemi wyst�powa�y australopiteki, kt�re ju� u�ywa�y narz�dzi i zacz�y wykszta�ca� wi�zi spo�eczne. By�a obiecuj�ca skrzydlata rasa w miejscu zwanym przez ludzi gwiazdozbiorem W�a; istoty o mi�kkich cia�ach na g�stej, wielkiej planecie, kr���cej wok� F-9 Erydana; cztery czy pi�� gatunk�w na planetach kr���cych wok� gwiazd po drugiej stronie j�dra Galaktyki, ukrytych przed ludzkim wzrokiem za chmurami gaz�w i py�u oraz g�stymi skupiskami gwiazd. W sumie by�o pi�tna�cie gatunk�w, z pi�tnastu r�nych planet odleg�ych od siebie o tysi�ce lat �wietlnych, gdzie istnia�a szansa pojawienia si� inteligencji wystarczaj�co rozwini�tej, by wkr�tce pisa� ksi��ki i budowa� maszyny. (Heechowie definiowali "wkr�tce" jako dowolny okres zbli�ony do miliona lat.)
    By�o co� jeszcze. Trzy cywilizacje techniczne, opr�cz spo�eczno�ci Heech�w, a po dw�ch innych znaleziono artefakty.
    Australopiteki nie by�y zatem niczym wyj�tkowym. By�y jednak bardzo cenne. Heech, kt�remu powierzono zadanie przetransportowania kolonii australopitek�w z suchych jak pieprz r�wnin ich rodzimego �wiata do nowego habitatu, przygotowanego przez Heech�w w kosmosie, zosta� obdarzony wielkimi zaszczytami za sw� prac�.
    By�a to d�uga i �mudna praca. Ten w�a�nie Heech by� spadkobierc� trzech pokole�, kt�re bada�y Uk�ad S�oneczny, sporz�dza�y jego mapy i organizowa�y ca�e przedsi�wzi�cie. Mia� nadziej�, �e jego potomkowie b�d� kontynuowali to dzie�o. I tu si� pomyli�.
    Pobyt Heech�w w Uk�adzie S�onecznym Ziemi trwa� jedynie nieco ponad sto lat; a potem zako�czy� si�, w ci�gu nieca�ego miesi�ca.
    Podj�to nag�� decyzj� o odwrocie.
    We wszystkich kr�liczych norkach na Wenus, we wszystkich plac�wkach instalacji na Dionie i po�udniowej czapie polarnej Marsa, na ka�dym orbituj�cym artefakcie, zacz�o si� pakowanie. Po�pieszne, lecz staranne. Heechowie byli najschludniejszymi gospodarzami z mo�liwych. Usun�li ponad dziewi��dziesi�t dziewi�� procent narz�dzi, maszyn, artefakt�w, ozd�bek i �wiecide�ek, z kt�rych korzystali podczas pobytu w Uk�adzie S�onecznym, nawet �mieci. Szczeg�lnie �mieci. Nic nie zosta�o pozostawione przypadkowo. Zupe�nie nic, nawet Heechowy odpowiednik butelki po Coca-Coli czy zu�ytej chusteczki higienicznej, nie zosta�o na powierzchni Ziemi. Nie zapobiegli jedynie dowiedzeniu si� przez potomk�w linii r�wnoleg�ej do australopitek�w, �e Heechowie dotarli w ich rejony. Wi�kszo�� z tego, co usun�li Heechowie, by�a bezu�yteczna, zosta�a wi�c wystrzelona daleko w przestrze� mi�dzygwiezdn�, albo w S�o�ce. Wiele z tych przedmiot�w zosta�o wys�anych do bardzo odleg�ych miejsc, w jakim� szczeg�lnym celu. Tak� operacj� przeprowadzono nie tylko w Uk�adzie S�onecznym Ziemi, ale wsz�dzie. Heechowie wysprz�tali Galaktyk� ze �lad�w swojej obecno�ci. �adna �wie�o pogr��ona w �a�obie wdowa z zamieszkuj�cych Pensylwani� potomk�w niemieckich kolonist�w nigdy tak starannie nie wysprz�ta�a obej�cia oczekuj�c na przekazanie farmy najstarszemu synowi w rodzinie.
    Nie zostawili prawie niczego, a to co pomin�li, mia�o pewien cel. Na Wenus by�y to najwa�niejsze tunele i podstawowe budowle, jak r�wnie� starannie wybrane, nieliczne artefakty; i jeszcze jedno.
    W ka�dym systemie s�onecznym, w kt�rym spodziewali si� powstania inteligencji, zostawili jeden wspania�y i tajemniczy dar. W systemie s�onecznym Ziemi zostawili prostopad�o�cienny asteroid, kt�ry wykorzystywali jako parking dla swych statk�w kosmicznych. Tu i tam, w starannie wybranych miejscach w odleg�ych obcych systemach, pozostawili inne wa�ne urz�dzenia. Ka�de zawiera�o wspania�y podarunek sk�adaj�cy si� z zestawu sprawnych, prawie niezniszczalnych statk�w kosmicznych Heech�w, szybszych ni� �wiat�o.
    S�oneczne skarby pozostawa�y ukryte przez bardzo d�ugi czas, ponad cztery tysi�ce lat, a Heechowie ukryli si� w tym czasie w j�drze Galaktyki. Australopiteki na Ziemi okaza�y si� ewolucyjn� pora�k�, cho� Heechowie si� o tym nie dowiedzieli; ale kuzyni australopitek�w stali si� neandertalczykami, czy lud�mi z Cro-Magnon, a� wreszcie ostatnim krzykiem ewolucyjnej mody: homo sapiens. Tymczasem skrzydlate stworzenia rozwin�y si�, wykszta�ci�y i odkry�y prometejskie wyzwanie, po czym dokona�y samounicestwienia. A dwie z istniej�cych cywilizacji technicznych spotka�y si� i wyt�uk�y nawzajem. Sze�� innych obiecuj�cych gatunk�w zesz�o na manowce ewolucji. Heechowie siedzieli tymczasem w swojej kryj�wce i ostro�nie wygl�dali zza granicy Schwarzschilda co par� tygodni wed�ug ich miary czasu - na zewn�trz oznacza�o to par� tysi�cy lat...
    A w mi�dzyczasie skarby czeka�y, a� wreszcie odnalaz�y je istoty ludzkie.
    I ludzie po�yczyli sobie statki Heech�w. Z ich pomoc� zacz�li przemierza� Galaktyk�. Pierwsi badacze byli wystraszonymi desperatami, Poszukiwaczami, kt�rych jedyn� nadziej� na ucieczk� od ludzkich nieszcz�� by�a randka w ciemno z przeznaczeniem, kt�re mog�o obdarzy� ich fortun�, lecz ze znacznie wi�kszym prawdopodobie�stwem mog�o pozbawi� ich �ycia.
    Przeanalizowa�em ca�� histori� Heech�w oraz ich zwi�zk�w z ludzk� ras� a� do chwili, kiedy Robin zacznie opowiada� nam swoj� histori�. Czy masz jakie� pytania, podprogramie?
    P: - Chr...chrrrrr...
    O: - Podprogramie, nie b�d� takim cwaniakiem. Wiem, �e nie �pisz.
    P: - Pr�buj� ci tylko przekaza�, �e zajmuje ci strasznie du�o czasu wyj�cie na scen�, aktorze od opowiadania historii. A dot�d zd��y�e� opowiedzie� dopiero o przesz�o�ci Heech�w. Nie powiedzia�e� nam nic o ich tera�niejszo�ci.
    O: - W�a�nie mia�em to zrobi�. Dopiero teraz opowiem wam o pewnym szczeg�lnym Heechu, kt�rego zwano Kapitanem (no dobrze, nie nazywa� si� tak, ale u Heech�w zwyczaje zwi�zane z nadawaniem imion s� inne ni� ludzkie, wi�c to nam wystarczy, �eby go zidentyfikowa�), kt�ry, mniej wi�cej wtedy, gdy Robin zacznie nam snu� sw� opowie��...
    P: - Je�li w og�le pozwolisz mu zacz��.
    O: - Podprogramie! Prosz� o cisz�. Kapitan ma spore znaczenie dla opowie�ci Robina, gdy� w pewnym momencie nast�pi mi�dzy nimi gwa�towna interakcja, lecz w chwili obecnej widzimy, �e Kapitan jest ca�kowicie nie�wiadomy istnienia Robina. Wraz z pozosta�ymi cz�onkami swej za�ogi, przygotowuje si� do opuszczenia kryj�wki Heech�w i wyprawy przez szerok� Galaktyk�, b�d�c� domem nas wszystkich.
    C�, podprogramie, zrobi�em ci ma�y dowcip. Ju� kiedy� - zamknij si�, podprogramie! - pozna�e� Kapitana, gdy� nale�a� on w�a�nie do tej za�ogi Heech�w, kt�ra porwa�a tygryska i zbudowa�a tunele na Wenus. Teraz jest znacznie starszy.
    Nie postarza� si� jednak o p� miliona lat, gdy� kryj�wk� Heech�w jest czarna dziura w j�drze naszej Galaktyki.
    A teraz, podprogramie, nie chc�, �eby� mi zn�w przerywa�, gdy� pragn� spokojnie opowiedzie� o czym� bardzo dziwnym. Owa czarna dziura, w kt�rej �yj� Heechowie, by�a znana ludzkiej rasie zanim ta w og�le us�ysza�a o Heechach. W istocie, dawno temu, w roku 1932, by�a ona pierwszym odkrytym mi�dzygwiezdnym radio-�r�d�em. Przed ko�cem dwudziestego wieku interferometria oznaczy�a j� jako niew�tpliw� czarna, dziur�, bardzo du��, o masie tysi�cy s�o�c i �rednicy jakich� trzydziestu lat �wietlnych. W tym czasie wiedziano ju�, �e znajduje si� ona o trzydzie�ci tysi�cy lat �wietlnych od Ziemi, w kierunku gwiazdozbioru Kozioro�ca, �e otacza j� py� krzemionkowy i jest obfitym �r�d�em foton�w promieniowania gamma o energii 511 -keV. Do chwili odkrycia asteroidu Gateway wiedziano o niej znacznie wi�cej. W istocie wiedziano o niej wszystko z wyj�tkiem jednego szczeg�u: �e by�a pe�na Heech�w. Nie dowiedzieli si� o tym a�... tak naprawd�, mog� uczciwie powiedzie�, �e to ja tego dokona�em - kiedy zacz��em rozszyfrowywa� stare gwiezdne mapy Heech�w.
    P: - Chrrr... chr... chrrr...
    O: - Cicho, podprogramie. Rozumiem, co masz na my�li.
    Statek, na pok�adzie kt�rego znajdowa� si� Kapitan, w du�ym stopniu przypomina� te, kt�re ludzie znale�li na asteroidzie Gateway. Nie by�o za wiele czasu na usprawnienia w budowie statku. Z tego samego powodu Kapitan nie mia� naprawd� p� miliona lat: w czarnej dziurze czas bieg� wolno. Podstawowa r�nica mi�dzy statkiem Kapitana, a jakimkolwiek innym polega�a na tym, �e by� on wyposa�ony w pewne urz�dzenie.
    W j�zyku Heech�w urz�dzenie to by�o szeroko znane jako przerywacz struktury system�w dostrojonych. Angloj�zyczny pilot prawdopodobnie nazwa�by je otwieraczem do puszek. To w�a�nie ono pozwala�o im pokonywa� otaczaj�c� czarna, dziur� granic� Schwarzschilda.
    Nie mia�o szczeg�lnie imponuj�cego wygl�du, co� jak pokr�cony kryszta�owy pr�t wyrastaj�cy z czarnej jak heban podstawy, kiedy jednak Kapitan w��cza� je, l�ni�o jak deszcz diament�w. Diamentowy blask rozprzestrzenia� si� i otacza� statek, otwieraj�c granic�, co pozwala�o Heechom prze�lizn�� si� do szerokiego �wiata na zewn�trz. Nie zajmowa�o to du�o czasu. Wed�ug standard�w Kapitana, mniej ni� godzin�. Zegary w �wiecie zewn�trznym pokaza�yby prawie dwa miesi�ce.
    B�d�c Heechem, Kapitan nie przypomina� cz�owieka. Najbardziej ze wszystkiego przypomina� szkielet z animowanej kresk�wki. R�wnie dobrze mo�na jednak my�le� o nim jak o cz�owieku, gdy� posiada� wiele ludzkich cech: dociekliwo��, inteligencj�, uczuciowo�� i wszystkie te inne przymioty, o kt�rych wiem, ale nigdy ich nie przejawia�em. Na przyk�ad: by� w dobrym nastroju, gdy� zadanie pozwala�o mu przyj�� do za�ogi samic�, kt�ra mog�a sta� si� jego partnerk� seksualn�. (Ludzie te� tak robi�, u nich to si� nazywa "wyjazd w podr� s�u�bow�".) Samo zadanie by�o jednak ma�o przyjemne, gdyby si� nad nim przez chwil� zastanowi�. Kapitan tego nie robi�. Nie przejmowa� si� tym bardziej ni� przeci�tny cz�owiek martwi si� o to, czy po po�udniu nie wybuchnie wojna; je�li tak si� stanie, b�dzie to koniec wszystkiego, ale tyle ju� czasu min�o, a nic podobnego si� nie sta�o, wi�c... Najwi�ksza r�nica polega�a na tym, �e zadanie Kapitana nie odnosi�o si� do niczego tak niegro�nego, jak wojna nuklearna, lecz przede wszystkim mia�o zwi�zek z zasadniczymi powodami, kt�re zmusi�y Heech�w do wycofania si� w g��b czarnej dziury. Jego zadaniem by�o przeprowadzanie kontroli artefakt�w, kt�re pozostawili Heechowie. Te skarby nie by�y niczym przypadkowym. By�y cz�ci� starannie opracowanego planu. Mo�na by nawet nazwa� je przyn�t�.
    A je�li chodzi o poczucie winy Robinette'a Broadheada...
    P: - Zastanawia�em si�, kiedy do tego wr�cisz. Pozw�l mi co� zaproponowa�. Dlaczego nie pozwolisz Robinowi, �eby sam nam o tym opowiedzia�?
    O: - Doskona�y pomys�! Gdy�, jak �wietnie wiemy, jest on ekspertem w tej dziedzinie. Zacz�li�my zatem odgrywa� scen�, dodali�my powagi uroczysto�ci... panie i panowie, Robinette Broadhead!



Strona g��wna     Indeks